3 gru 2015

Rozdział V

Powoli podniosłam moje ociężałe powieki, zdając sobie sprawę z ogromnego bólu głowy. Delikatnie podniosłam się na ramionach i zaczęłam rozglądać po pokoju w którym przebywałam, szare ściany, wielka biała szafa i znajoma przepiękna toaletka - pokój Rose! uff... przynajmniej wiem gdzie jestem. Impreza, alkohol, głupia gra, taras, Horan i ciemność... świetnie wspomnienia z imprezy nie ma co. Nagle drzwi się otworzyły i zobaczyłam moje przyjaciółki z tacą w ręku.

- Jak się czujesz Alex? - spytała niepewnie Rose
- Potwornie mnie boli głowa, kac jakiego w życiu nie miałam - zaskomlałam
- Kac kacem, ale podobno uderzyłaś głową o podłogę na tarasie gdy straciłaś przytomność - odparła Meg z troską w głosie.
- Podobno? - zapytałam ze zdziwieniem
- No tak bo graliśmy w butelkę, gdy nagle ktoś zaczął mnie wołać - wtrąciła Rose - pobiegłam na przedpokój gdzie stał Horan trzymający Ciebie nieprzytomną na rękach, więc poszłam z nim na górę i położył Cie na moim łóżku i powiedział że uderzyłaś głową w podłogę na tarasie, chciałam dowiedzieć się czegoś więcej, ale powiedział że musi się zwijać i po prostu wyszedł - powiedziała prawie jednym tchem blondynka.
- Co się właściwie stało? - spytała Meg posyłając mi znaczące spojrzenie.

Opowiedziałam im całą sytuację, a one tylko pokiwały głowami i podały mi tacę ze śniadaniem, sokiem pomarańczowym i tabletką przeciwbólową za co byłam im ogromnie wdzięczna. Poplotkowałyśmy, Rose dała mi ciuchy do przebrania i ręcznik. Weszłam po prysznic rozkoszując się ciepłą wodą spływającą po moim ciele, ból głowy praktycznie ustąpił z czego byłam zadowolona. Wytarłam się ubrałam przygotowane rzeczy i wyszłam z łazienki, zastałam dziewczyny na łóżku w sypialni Rose z laptopem na kolanach i w tym momencie przypomniałam sobie o moim przyjacielu z którym byłam umówiona o 18.00. Z przerażeniem spojrzałam na zegarek który wskazywał 17.40, pożegnałam dziewczyny które przyglądały mi się ze zdziwieniem. Wpadłam do domu 18.05, nikogo oczywiście nie było w domu - jak zwykle - pomyślałam. Rozebrałam się i pobiegłam do pokoju włączyć komputer. Ugh... 18.10 mam nadzieje że nie będzie zły, zalogowałam się i od razu napisałam;

heartnote: Heej :* Jak impreza? :)

skaterboy: Hej :* Dziwnie, chyba odzwyczaiłem się od takich zabaw, aczkolwiek nie żałuje że poszedłem. Alkohol, muzyka i cała reszta haha ... Opowiadaj jak Twoja? :D

heartnote: A dobrze, nic ciekawego się nie działo :)

Rozmawialiśmy do 21.00, opowiedzieliśmy sobie o dzieciństwie, dowiedziałam się, że wychowywał się w małym miasteczku, gdzie wszystkie dzieciaki się znały i miał cudowną grupę przyjaciół z którymi imprezował i bawił się, ale musiał się teraz przeprowadzić i pewnie dopiero zobaczy ich wszystkich dopiero w wakacje. Od razu przypomniały mi się moja kuzynka i w duchu przysięgłam sobie że w tym roku muszę spędzić z nią całe wakacje jak za dawnych czasów. Zjadłam z mamą kolacje, porozmawiałyśmy krótko o imprezie u Rose, po czym położyłam się w miękkim łóżku. Jak się czuję? Od tamtego wypadku zadawałam sobie to pytanie codziennie. Dziś z dumą mogę powiedzieć "Jest dobrze!", wszystko dzięki moim przyjaciółkom, dzięki terapii i przede wszystkim dzięki niemu.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Jest 24 czerwca, dziś wylatuję do mojej kuzynki na całe 2 miesiące! Czy to nie jest cudowne? Mama od razu się zgodziła się na mój wyjazd wiedziała że dla mnie to duży krok. Walizki mam już spakowane, nawet wyciągnęłam stary karton z szafy z moimi ubraniami używanymi tylko w wakacje u kuzynki, mama ich nienawidzi, ale twierdzi że woli żebym się tam wyszalała na cały następny rok szkolny. A co do szkoły to kamień spadł mi z serca, wreszcie odpocznę od tych idiotów którzy dalej zatruwają mi życie, nie nie dali sobie spokoju jest jeszcze gorzej, choć udało mi się przełamać i odpłacam się pięknym za nadobne. Po zakończeniu roku poszłam z Rose i Meg na kawę, po czym się z nimi pożegnałam oczywiście obiecując pisać i dzwonić. Samolot miałam o 13.00, wpadłam do domu o 11.00, przebrałam się i napisałam mojemu przyjacielowi żeby się nie martwił i że odezwę się dopiero jutro. Mama odwiozła mnie na lotnisko, byłam bardziej niż podekscytowana. Pożegnałam się z mamą i ruszyłam na odprawę.

Podróż minęła bezproblemowo, gdy samolot wylądował w Dublinie jak najszybciej wysiadłam i poszłam po bagaż. Mając już wszystko ruszyłam na poszukiwanie rodziny. Przedzierając się przez tłum ludzi ujrzałam charakterystyczne czarne włosy z zielonymi pasmami gdzieniegdzie.

- Alice !! - krzyknęłam ile miałam sił w płucach zamykając ją w mocnym uścisku
- Alex !! Tak bardzo tęskniłam kochana - powiedziała prawie płacząc
- Gdzie ciocia Susan? - zapytałam rozglądając się na wszystkie strony
- Chodź! Czeka na nas w samochodzie - powiedziała Al z wielkim uśmiechem

Gdy dotarłyśmy do samochodu, ciocia uściskała mnie i nie obeszło się bez komentarzy jak to urosłam i wyładniałam. Spakowałam walizki do bagażnika i ruszyłyśmy w prawie 2 godzinną podróż. Cały czas rozmawiałyśmy i śpiewałyśmy piosenki które leciały w radio. Gdy dotarłyśmy na miejsce wysiadłam z samochodu patrząc na tak dobrze znany mi dom który w ogóle się nie zmienił. Przytuliłam Alice i ile miałam sił w płucach krzyknęłam '' WITAJ MULLINGAR!!"



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Na dzisiaj tyle :3
Dziękuję za 50 wyświetleń ^^ 
Mam nadzieję że jest ktoś kto czyta i czeka na rozdziały :)
I oczywiście przyjmę wszystkie uwagi co do opowiadania i do mojego stylu :)
xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz