Weekend skończył się nim zdążyłam się nim nacieszyć, cały przesiedziałam w swoim pokoju pisząc z nowym przyjacielem. W poniedziałkowy poranek wstałam wyspana jak nigdy, szybkim krokiem poszłam do łazienki gdzie wzięłam szybki prysznic, rozczesałam włosy i spięłam je w ciasnego koka, nałożyłam trochę makijażu i ubrałam białą bluzkę, beżowe spodnie i czarny sweter - tak wiem nudno i neutralnie, ale tego wymagała ode mnie kochana rodzicielka, prawdziwą moją stronę pokazywałam w wakacje które zazwyczaj spędzałam u mojej ciotki i kuzynki. Niestety z oczywistych powodów ostatnie wakacje spędziłam w Londynie, mam nadzieje że w tym roku będzie inaczej. Z rozmyślań wyrwał mnie krzyk mamy informującej mnie że zaraz spóźnię się na autobus. Złapałam torbę leżącą pod biurkiem, zbiegłam na dół, złapałam jabłko leżące w koszyku na wysepce kuchennej i jadłam je równocześnie ubierając kurtkę i buty. Na szczęście zdążyłam na autobus i w szkole byłam 5 min przed czasem. Mówiłam już że poniedziałki są ciężkie? Pierwsza lekcja w tym dniu to godzina wychowawcza. Weszłam do otwartej klasy i usiadłam na moim stałym miejscu, niestety jak zwykle siedziałam sama bo Rose i Meg są w innej klasie, a godzina wychowawcza to jedyna lekcja na której mamy zajęcia stałą grupą z naszym wychowawcą. Gdy zadzwonił dzwonek ostatnie osoby wchodziły do klasy, dziwiłam się że nie ma w niej jeszcze pana Prill'a który był osobą która nigdy się nie spóźniała. Gdy wszyscy zajęli swoje miejsca zaczęły się domysły dlaczego go jeszcze nie ma, ja natomiast pogrążyłam się w przeglądaniu ostatniej lekcji chemii ponieważ mam dziś kartkówkę. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami jednak nie podniosłam wzroku, dopiero gdy usłyszałam głośne klaśnięcie podniosłam głowę zauważając pana Prill'a, a następnie postać stojącą obok niego. Moje serce zabiło mocniej gdy ujrzałam błękitne tęczówki przeszywające mnie na wylot. Ocucił mnie dopiero głos mojego wychowawcy:
-Kochani proszę o chwilę ciszy! - podniósł głos pan Prill - Chciałbym Wam przedstawić nowego ucznia w naszej szkole, to jest Niall Horan i został przydzielony do naszej klasy. Mam nadzieję, że pomożecie koledze zaaklimatyzować w nowym miejscu. Panie Horan niech usiądzie Pan w ławce z panem Payne'em.
Chłopak zajął swoje miejsce witając się z nowymi kolegami. Niestety pan Prill przydzielił go do bandy szkolnych dupków w której skład wchodzi Styles, Tomlinson i Payne. Tak w każdej szkole tacy są i niestety w mojej klasie także, mają sporo obiektów swoich drwin w tym niestety mnie... z czego się śmieją? Z mojej chorobliwej nieśmiałości oraz przykładności, nikt nie wie co przeszłam oprócz Meg i Rose oczywiście. Bolało mnie to okropnie lecz nigdy na to nie reagowałam, bo po co? Wszystko było idealnie, aż do lunchu, byłam pewna że nikt nie zepsuje mojego świetnego humoru. Rose wysłała mi sms'a, że czekają z Meg przy tym stoliku co zawsze, odpisując na wiadomość nagle wpadłam na kogoś. Nim zdążyłam zareagować zobaczyłam olbrzymią plamę z soku porzeczkowego na moich beżowych spodniach, byłam wściekła, gdy podniosłam wzrok zobaczyłam zmieszane niebieskie tęczówki, tak właśnie TE tęczówki.
-Jak łazisz idiotko! - ryknął Styles wyrywając mnie z transu.
-Ja przepraszam. - spuściłam wzrok na swoje buty.
-To ona jednak, mówi! Już myślałem, że serio jest niemową - zaszydził ze mnie Tomlinson
-Dobra chłopaki zbieramy się nie ma co tracić czasu na panią perfekcyjną, pewnie i tak jest przygotowana na taką okazje - skomentował Payne, a cała reszta zaczęła się śmiać oprócz samego Horan'a, który mijając mnie rzucił zdezorientowane spojrzenie.
Pobiegłam do dziewczyn, niemal z łzami w oczach, gdy dosiadłam się do nich od razu wyjaśniłam całą sytuacje. Dziewczyny oczywiście zaczęły wypytywać mnie o nowego ucznia, gdy wskazałam go im stwierdziły, że pasuje do ich bandy wygląda na typowego dupka w przyzwoitych ciuchach z idealnie ułożonymi włosami. Niestety na zdarzenie sprzed 10 min nie byłam przygotowana, wykonałam telefon do mamy która powiedziała, że będzie po mnie za 5 min i zabierze mnie do domu. Pożegnałam się z dziewczynami, wzięłam swoje rzeczy z szafki i wyszłam ze szkoły.
**** piątek 3 miesiące później ****
Czekałam na upragniony dzwonek kończący ostatnią lekcje już w tym dniu. Pogoda za oknem wyraźnie wskazywała już pełnie wiosny. Był maj, wszystko rozkwitało, ciepłe kurtki i ciężkie buty spoczywały już w piwnicy, a pogoda nas rozpieszczała. Co mogę powiedzieć? Horan poczuł się bardzo swobodnie w towarzystwie chłopaków i nie próżnuje w dokuczaniu wszystkim dookoła, a szczególnie mi. Moja internetowa przyjaźń mocno się rozwinęła, można powiedzieć że uzależniliśmy się od siebie, może kiedyś powiem mu jak mam na imię, skąd jestem, może nawet się spotkamy, kto wie co czas przyniesie, moje kontakty z rówieśnikami też się poprawiły, rozmawiam z dziewczynami z klasy które okazały się być bardzo sympatyczne. Dziś wystawiam się na duża próbę, Rose i jej brat urządzają imprezę w ich domu, ich rodzice wyjeżdżają na cały weekend do dziadków, dziewczyny nie dały mi dojść nawet do słowa Meg po prostu powiedziała, że wpadnie po mnie o 19,45, aby być u Rose ok. 20.00. Kiedy tylko usłyszałam dzwonek popędziłam do domu.
Po obiedzie poszłam do swojego pokoju i zaczęłam przeglądać ubrania. Ostatni raz na imprezie byłam 1,5 roku temu, nie mam pojęcia w co się ubrać. Postawiłam na czarne rurki w których nie można mnie na co dzień zobaczyć, do tego szara luźna koszulka odkrywająca moje ramię i czarne krótkie converse'y. Wykąpałam się i z ręcznikiem na głowie i w dresach odpaliłam komputer w celu nawiązania kontaktu z moim przyjacielem. Nie zdążyłam wygodnie usiąść gdy czekała już na mnie wiadomość;
skaterboy: Cześć księżniczko :*
heartnote: Heej :* Co słychać?
Wymieniliśmy się paroma wiadomościami, gdy z niezadowoleniem stwierdziłam że mam tylko 1,5 godziny do wyjścia.
heartnote: Muszę spadać :( Przyjaciółki zmusiły mnie do pójścia na imprezę na której serio nie mam ochoty być, ale czego się nie robi dla nich.
skaterboy: Baw się dobrze (ale nie za dobrze haha), też dziś wychodzę więc bawimy się oboje :)
heartnote: Uważaj na siebie proszę, nie rób niczego głupiego, widzimy się jutro o 18?
skaterboy; Nie śmiałbym zrobić nic głupiego, było minęło, czas zacząć nowe życie, miłej zabawy i juto punkt 18.00 jestem :) Papa księżniczko xoxo
heartnote: Miłej zabawy xoxo
Zamknęłam komputer i poszłam się szykować. Punkt 19.45 byłam gotowa, włosy spięte jak zwykle w koka, a mój makijaż jest naturalny. Gdy zakładałam kurtkę przyszła Meg, która wyglądała cudownie w czarnej sukience przed kolano. 10 min po 20 byłyśmy pod domem Rose. No to zabawę czas zacząć ...
30 lis 2015
29 lis 2015
Rozdział II
Niestety nadszedł koniec zimowych ferii. Znowu szkoła, znowu tłumy ludzi. Znowu trzeba udawać kogoś kim się nie jest, mama uważa że powinnam coś sobą reprezentować, czyli być tak zwaną grzeczną dziewczynką z dobrego domu, choć moja dusza krzyczy zupełnie coś innego. Na szczęście mam swoją odskocznie - internetowego przyjaciela - mamy tak wiele wspólnego. Umówiliśmy się że codziennie o 19.00 będziemy się "spotykać". Wczoraj odbyła się przełomowa rozmowa, opowiedziałam mu całą swoją historię, on opowiedział mi swoją. Los nie mógł lepiej wybrać, byliśmy w takiej samej sytuacji, jego dziewczyna zginęła 8 miesięcy temu jadąc na obóz taneczny. Może nasze reakcje były trochę inne ja od razu zamknęłam się w sobie, on nie mogąc poradzić sobie ze stratą zaczął imprezować, popadł w znienawidzony przeze mnie nałóg nikotynowy, dopiero po imprezie na której stracił kontrole nad sobą i trafił do szpitala zamknął się w sobie. Los nas nie oszczędził.
Pierwsze lekcje były najtrudniejsze, niestety na żadnej z nich nie miałam towarzystwa, ponieważ Meg i Rose miały w tym czasie inne zajęcia, ale popołudniu mamy razem biologię, historię oraz w-f. Nie obeszło się bez wspólnego lunchu wypełnionego ploteczkami, poinformowałam dziewczyny o zakończeniu terapii, ale internetowego przyjaciela zostawiłam dla siebie, powiem im w swoim czasie.
Po lekcjach wróciłam spacerkiem do domu co zajęło mi ok 30 min, śnieg przyjemnie skrzypiał pod butami, uwielbiam zimę jest taka magiczna. Po powrocie zaparzyłam sobie kawę i odgrzałam pozostawiony w lodówce obiad. Rodzice całymi dniami pracują, mama ma własny zakład kosmetyczny, natomiast tata jest prawnikiem. Po zjedzeniu pysznego spaghetti zabrałam się za lekcje co chwile pilnując godziny.Gdy tylko wybiła 18.55 zebrałam się ze swojego miejsca i ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Odpaliłam komputer i zalogowałam się na portalu, ale mój kolega nie był dostępny, może coś mu wypadło? może po prostu się spóźni? Położyłam się na łóżku kładąc laptopa na kolanach, postanowiłam sprawdzić facebook'a oraz twittera, nim się obejrzałam była już 21.00, a chłopaka ani śladu. Alex ogarnij się, nie możesz wymagać od niego że będzie codziennie poświęcał dla Ciebie czas. Zamknęłam wszystkie otwarte przeze mnie strony internetowe i wyłączyłam komputer. Zeszłam na dół po szklankę soku, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wychyliłam się z kuchni i posłałam mamie blady uśmiech. Porozmawiałyśmy chwile i postanowiłam iść spać, ten dzień uważam za ciężki dla mnie, nie fizycznie - psychicznie. Położyłam się w swoim wielkim i wygodnym łóżku, włożyłam słuchawki do uszu i puściłam ukochaną piosenkę która zawsze podnosi mnie na duchu klik. Jutro będzie lepiej, na pewno będzie dostępny i wytłumaczy dlaczego go nie było. Z takim nastawieniem i słuchawkami usnęłam.
Nie napisał ani we wtorek, ani w środę, w czwartek też nie. Czuję jakby ktoś zabrał cząstkę mnie, zaufałam mu, a on mnie olał, czy coś zrobiłam źle? coś źle powiedziałam? Piątek okazał się najcięższym dniem w tym tygodniu. Lekcje rozpoczynałam o 8.00 matematyką której szczerze nienawidzę, żeby tego było mało autobus dowożący mnie pod szkołę zepsuł się więc wpadłam do klasy spóźniona 10 min, co nie obyło się bez niemiłego komentarza od nauczycielki. Super tego mi brakowało. W czasie lunchu grzebałam w sałatce, nie mogłam się na niczym skupić, byłam nieobecna. Nawet Meg i Rose to zauważyły i próbowały wyciągnąć ze mnie cokolwiek, na szczęście udało mi się je zbyć tym, że jestem zmęczona po całym tygodniu zajęć.
Reszta dnia ciągnęła się w nieskończoność. Wieczorem odbyłam swój piątkowy rytuał, z kubkiem gorącej czekolady i dobrą książką usiadłam na szerokim parapecie przy oknie i zagłębiłam się w opowieści. Mimowolnie mój wzrok zwrócił się na zegarek który wskazywał 15 min po 19.00. A może by tak spróbować jeszcze raz, ten ostatni raz! - krzyczała moja podświadomość. Nie mogąc się powstrzymać wzięłam laptopa i usiadłam we wcześniejszym miejscu, wpisałam co trzeba w przeglądarkę, a moje serce zabiło mocniej gdy zobaczyłam że jest dostępny. Nie zdążyłam kliknąć żadnego przycisku gdy już wiadomość od niego wyświetliła się na moim ekranie. Mimowolnie uśmiechnęłam się do ekranu.
skaterboy: Hej :( Proszę wybacz mi nieobecność, wszystko mi się zawaliło, wiem że spieprzyłem, ale to nie było zależne ode mnie. Proszę nie zostawiaj mnie, wszystko Ci wytłumaczę!
heartnote: Hej... Już myślałam że mnie zostawiłeś :(
skaterboy: Nigdy bym Tobie tego nie zrobił! Jesteś dla mnie teraz najważniejszą osobą w moim popieprzonym życiu :(
heartnote: Też dla mnie dużo znaczysz! A teraz tłumacz się, wiesz że mi możesz wszystko powiedzieć xx
skaterboy: Rodzice bez rozmowy ze mną zarządzili przeprowadzkę, w poniedziałek miałem samolot dlatego się nie odzywałem, powiedzieli mi w niedziele wieczorem po naszej rozmowie mi to oznajmili. Byłem wściekły, nie dlatego że się priezeprowadzamy... dlatego że ustalili to za moimi plecami. Resztę tygodnia milczałem przez brak internetu, dziś dopiero nam go zamontowali. Proszę wybacz mi, nie chce stracić kontaktu z Tobą.
Byłam w szoku, jak jego rodzice mogli mu to zrobić? Oczywiście wybaczyłam mu, opowiedział mi co działo się u niego ciągu tego czasu, ja trochę opowiedziałam co u mnie. Wspólne tematy nam się nie kończyły, nim się obejrzałam było już po 1.00 w nocy. Pożegnałam się z nim i jak zwykle otrzymałam moje wyczekane "Dobranoc księżniczko xoxo". Tak bardzo mi tego brakowało, dziś w końcu zasnęłam spokojnie bez żadnego strachu czy wątpliwości.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało mi się się coś tam naskrobać :)
Trochę nudno :/ Ale w III rozdziale powinno się trochę rozkręcić
Jeśli ktoś ma swojego bloga chętnie poczytam :3
Postaram się wrzucać 2 rozdziały tygodniowo lub więcej zależy od czasu którym będę dysponowała :)
Rozdział I
Dzisiejsza sesja terapeutyczna była podsumowaniem naszej całej pracy. Została mi jedna wizyta która odbędzie się za rok lub kiedy zajdzie taka potrzeba. Pani Smith jest ze mnie bardzo dumna, sama po części też jestem, ale dalej nas obie martwi fakt zamknięcia się na rówieśników. Gdy już miałam się zbierać pani Smith zatrzymała mnie.
-Alex mam dla Ciebie propozycje w związku z Twoim problemem. Jako specjalista wiem że czasami łatwiej poruszyć jakiś ciężki temat z osobą nam obcą. Dostaliśmy propozycje współpracy z Amerykańską kliniką która utworzyła stronę internetową do której dostęp będą miały nieliczne osoby mający trudności z nawiązywaniem kontaktów. Oczywiście wszystko jest anonimowe, od Was zależy czy poznacie się bliżej czy odpuścicie sobie kontakt. To jak byłabyś czymś takim zainteresowana?
-Ja... - zawiesiłam się, nie wiem co powiedzieć, propozycja Pani Smith wydaje się być bezpieczna, ale czy poradzę sobie z czymś takim? Hunt weź się w garść, raz kozie śmierć. - Bardzo chętnie skorzystam z tej propozycji. - wydusiłam z siebie i posłałam delikatny uśmiech.
-W takim razie proszę - podała mi zwykła białą kopertę, która była szczelnie zamknięta - tutaj znajduje się adres strony, numer dostępu do portalu oraz hasło, które po zarejestrowaniu się możesz zmienić - wytłumaczyła - ze względu na to że mało osób na razie korzysta z tej strony jest tylko jedna próba nawiązania kontaktu, komputer losowo dobiera Ci rozmówce, może nim być ktokolwiek z dowolnego miejsca na świecie. - po zakończeniu wypowiedzi wstała i uściskała mnie - Powodzenia Alex !
-Dziękuję Pani bardzo! Do widzenia!
Wyszłam z budynku i zaciągnęłam się zimowym Londyńskim powietrzem. Czas na zmiany, czuje że będzie ciężko, ale nikt nie obiecywał że będzie lekko. Niespiesznym krokiem wróciłam do domu. Reszta dnia minęła jak co dzień, zjadłam obiad, porozmawiałam na skype'ie z Meg która dopiero jutro wraca z nart, wymieniłam parę smsów z Rose i nim się obejrzałam jadłam już kolacje z rodzicami. Gdy weszłam po posiłku do swojego pokoju zobaczyłam że dochodzi już godzina 20.00. Zastanawiałam się co jeszcze mogę dziś porobić, moją uwagę zwróciła biała koperta leżąca na biurku, w sumie czemu nie, zaloguję się na tym portalu. Odpaliłam laptopa zalogowałam się na swoje konto, wyciągnęłam z koperty kartę z informacjami i instrukcją rejestracji. Wszystko gładko poszło, uffff. Uzupełniłam dane, zmieniłam hasło, wymyśliłam sobie nick (heartnote) i jedyne co mi zostało to kliknąć przycisk z napisem "Połącz", patrzyłam się w ekran dobre 15 min zanim zdecydowałam się kliknąć w przeklęty przycisk. Pojawił się biały ekran, a po chwili wyskoczyła pierwsza wiadomość
skaterboy: Hej :)
heartnote: Witaj ;)
skaterboy: Więc to na Ciebie jestem skazany :D
heartnote: Jak widać :3 Działa to w obie strony :P
skaterboy: Opowiedz mi coś o sobie :)
Pierwsze koty za płoty, z dotychczasowej rozmowy wywnioskowałam że rozmawiam z chłopakiem, nie wiem czy to dobrze, ale raczej nie mam wyboru. Co by mu tu odpisać, chyba na historie życia jest za wcześnie. Wdech i wydech Hunt, do roboty.
heartnote: Od czego by tu zacząć. Jestem dziewczyną, mam 17 lat, pod koniec lipca skończę 18. Chodzę do 2 klasy liceum, interesuję się muzyką i literaturą. Na razie chciałabym tu zostać anonimowa, więc uprzedzam, że nie wyciągniesz ani mojego imienia, ani skąd jestem.
skaterboy; Nie śmiałbym Cię zmuszać do tego, mamy czas :)
heartnote: Twoja kolej, napisz mi coś o sobie.
skaterboy: Jestem chłopakiem (ale to już chyba zauważyłaś xD) mam 18 lat, we wrześniu będzie 19. Też chodzę do 2 klasy, zawaliłem rok, ale o tym jeszcze pewnie zdążymy porozmawiać. Jak widać po nicku lubię jeździć na deskorolce i też interesuję się muzyką :3 Gram na gitarze, śpiewam, ale moi znajomi o tym nie wiedzą, jesteś pierwszą osobą której to mówię.
heartnote: W takim razie jestem zaszczycona Twoim zaufaniem do mnie :) Ja śpiewam i piszę trochę, ale nie wiem czy to się nadaje bo nikt oprócz mnie nie miał styczności z tymi tekstami.
skaterboy: Może kiedyś coś razem stworzymy :)
heartnote: Może... :)
Przeciągnęłam się na krzesełku i spojrzałam na zegarek który wskazywał 22:30. Kiedy ten czas uciekł ja się pytam !?! Myślę że na dziś to i tak dużo.
heartnote: Miło się rozmawiało, ale mam ciężki dzień za sobą, dzięki wielkie i mam nadzieję do jutra?
skaterboy: Mi również i jasne że do jutra. Dobranoc księżniczko xo
heartnote: Dobranoc :)
Nazwał mnie księżniczką? Dziwnie się z tym czuję, ale w sumie zrobiło mi się miło. Może to nie był zły pomysł, może rzeczywiście mi to pomoże. Zamknęłam laptopa i poszłam do łazienki ogarnąć się
do spania. Po 15 minutach leżałam w łóżku patrząc na sufit i podsumowywałam cały dzień. Z uśmiechem na ustach usnęłam szybko jak nigdy dotąd.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oto pierwszy rozdział mojej historii :)
Może nie jest jakaś ciekawa na razie, ale staram się Wam pokazać sytuacje Alex :)
Może jak będę miała wenę jutro pokaże się II rozdział :3
xoxo
25 lis 2015
PROLOG
Alex's POV
BEEP BEEP BEEP
Cholerny budzik dał znać że już wybiła 9.00. Jedyne na co miałam ochotę to naciągnąć kołdrę na głowę i spać dalej, ale niestety nie jest mi to dziś dane. Jest ostatni piątek zimowych ferii, a ja dziś mam przedostatnią wizytę u terapeuty. Terapię zaczęłam rok temu, pewnie myślicie po cholerę terapia normalnej niespełna 18-letniej dziewczynie? Pamiętam tamten dzień jakby to było wczoraj:
*** rok wcześniej***
Siedziałam w przedpokoju jak na szpilkach już od ponad 40 min. Czekałam na James'a, to miał być nasz pierwszy wspólny wyjazd bez rodziców. Wszystko było idealnie zaplanowane, miał odwieść rodziców do swojej ciotki, a w drodze powrotnej zabrać mnie na wyczekiwany wypoczynek. Znaliśmy się od tak zwanej piaskownicy, nasze mamy były bliskimi przyjaciółkami. Najpierw była to bliska przyjaźń, która z czasem dojrzewania przerodziła się w coś więcej. Mimo że jesteśmy młodzi minęło już ponad 2 lata naszego związku, wyjazdem mieliśmy to uczcić.
-Alex! Usiądź w salonie na kanapie, na pewno zaraz James przyjedzie - krzyknęła mama.
-Powinien być tu już pół godziny temu, nie odbiera telefonu. - odpowiedziałam.
-Na pewno prowadzi i nie może odebrać, a dziś jest wyjątkowo ślisko więc jedzie wolniej niż zazwyczaj, nie denerwuj się skarbie na pewno niedługo będzie. - zapewniała mnie mama.
-Ugh... no dobrze. - usiadłam na kanapie w salonie, włączyłam telewizor i oglądałam powtórki jakiegoś reality show.
Minęło kolejne 30 min, a telefon nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zaczynałam się martwić, gdy nagle usłyszałam wibracje telefonu, jednak na wyświetlaczu zamiast zdjęcia James'a pojawił się nieznany mi numer telefonu. Niepewnie dotknęłam zielonej słuchawki:
-Halo? - wydukałam do słuchawki.
-Alex skarbie z tej strony Elizabeth, mama James'a - powiedziała szlochając.
-Dzień dobry, James'a jeszcze u nas nie ma, choć powinien być ponad godzinę temu. Nie odzywał się może do pani?
-Nie skarbie - wychlipała - James miał wypadek, przed chwilą dzwoniła do nas policja. - powiedziała niemal szeptem.
-Jak to wypadek?!? - powiedziałam nienaturalnie wysoko - Niech mi pani poda adres szpitala, zaraz tam będziemy! - wykrzyczałam do słuchawki jednocześnie zakładając już buty na przedpokoju.
-Alex on nie przeżył... zginął na miejscu, zderzył się czołowo z tirem którego kierowca był pijany... - powiedziała już płacząc rzewnie.
Cały świat zawalił mi się w jednym momencie, usiadłam na szafce w przedpokoju, przed oczami zrobiło mi się ciemno. To nie możliwe, on nie mógł zginąć, nie mój James. Upuściłam ściskany do tej pory telefon, a łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z moich oczu. Mama podbiegła do mnie i zacisnęła ramiona wokół mnie tak ciasno jakby czułą że zaraz się rozpadnie.
*** ***
Aż do pogrzebu James'a nie wychodziłam z pokoju, nie jadłam, nie chodziłam do szkoły. Miesiąc po całym wydarzeniu rodzicom udało się namówić mnie na terapie. Po części pomogła, po części nie. Poradziłam sobie z funkcjonowaniem na co dzień, jednak mocno zamknęłam się w sobie. Mam dwie przyjaciółki którym ufam bezgranicznie: Meg i Rose, one mi zupełnie wystarczają.
Zwlekłam się z łóżka, wyjęłam z szafy czystą bieliznę, czarne rurki, biały t-shirt i poszłam do łazienki. Ciepła woda to to czego mi było trzeba. Wychodząc spod prysznica owinęłam ciało jednym ręcznikiem, a z drugiego zrobiłam turban na głowie.Wytarłam dokładnie ciało, a potem przebrałam się w przygotowane wcześniej ubrania, wysuszyłam moje blond włosy i spięłam je w prostego koka. Na twarz nałożyłam trochę podkładu i pudru, rzęsy pociągnęłam tuszem i tyle. Spojrzałam w lusterko, wyglądam o wiele lepiej niż pół roku temu, sińce pod moimi zielonymi oczami się zmniejszyły, a cera nie już taka blada. Mama jedynie się czepia o moją sylwetkę, jestem za chuda, przy wzroście 165 cm ważę 40 kg.
Wychodząc z pokoju złapałam sweter, na dole w kuchni czekała na mnie już miska z płatkami śniadaniowymi. Zjadłam, ubrałam buty, kurtkę, szalik i byłam gotowa do wyjścia. Krzyknęłam że wychodzę, usłyszałam tylko mamę z salonu życzącą mi powodzenia. Droga do gabinetu zajmowała 15 min spacerkiem. Weszłam do niedużego budynku, przywitałam się z recepcjonistką i usiadłam na krzesełku w korytarzu tak jak zawsze. Po ok 5 min wyjrzała z gabinetu pani Smith i z uśmiechem zaprosiła mnie do środka. Dalej Hunt dasz radę, musisz ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i pierwszy post !
Byłabym wdzięczna o jakąś opinie, aczkolwiek nie chce Was przyciskać :)
Na pytania chętnie odpowiem w komentarzach ;)
I rozdział powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu.
Do napisania ^^
BEEP BEEP BEEP
Cholerny budzik dał znać że już wybiła 9.00. Jedyne na co miałam ochotę to naciągnąć kołdrę na głowę i spać dalej, ale niestety nie jest mi to dziś dane. Jest ostatni piątek zimowych ferii, a ja dziś mam przedostatnią wizytę u terapeuty. Terapię zaczęłam rok temu, pewnie myślicie po cholerę terapia normalnej niespełna 18-letniej dziewczynie? Pamiętam tamten dzień jakby to było wczoraj:
*** rok wcześniej***
Siedziałam w przedpokoju jak na szpilkach już od ponad 40 min. Czekałam na James'a, to miał być nasz pierwszy wspólny wyjazd bez rodziców. Wszystko było idealnie zaplanowane, miał odwieść rodziców do swojej ciotki, a w drodze powrotnej zabrać mnie na wyczekiwany wypoczynek. Znaliśmy się od tak zwanej piaskownicy, nasze mamy były bliskimi przyjaciółkami. Najpierw była to bliska przyjaźń, która z czasem dojrzewania przerodziła się w coś więcej. Mimo że jesteśmy młodzi minęło już ponad 2 lata naszego związku, wyjazdem mieliśmy to uczcić.
-Alex! Usiądź w salonie na kanapie, na pewno zaraz James przyjedzie - krzyknęła mama.
-Powinien być tu już pół godziny temu, nie odbiera telefonu. - odpowiedziałam.
-Na pewno prowadzi i nie może odebrać, a dziś jest wyjątkowo ślisko więc jedzie wolniej niż zazwyczaj, nie denerwuj się skarbie na pewno niedługo będzie. - zapewniała mnie mama.
-Ugh... no dobrze. - usiadłam na kanapie w salonie, włączyłam telewizor i oglądałam powtórki jakiegoś reality show.
Minęło kolejne 30 min, a telefon nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zaczynałam się martwić, gdy nagle usłyszałam wibracje telefonu, jednak na wyświetlaczu zamiast zdjęcia James'a pojawił się nieznany mi numer telefonu. Niepewnie dotknęłam zielonej słuchawki:
-Halo? - wydukałam do słuchawki.
-Alex skarbie z tej strony Elizabeth, mama James'a - powiedziała szlochając.
-Dzień dobry, James'a jeszcze u nas nie ma, choć powinien być ponad godzinę temu. Nie odzywał się może do pani?
-Nie skarbie - wychlipała - James miał wypadek, przed chwilą dzwoniła do nas policja. - powiedziała niemal szeptem.
-Jak to wypadek?!? - powiedziałam nienaturalnie wysoko - Niech mi pani poda adres szpitala, zaraz tam będziemy! - wykrzyczałam do słuchawki jednocześnie zakładając już buty na przedpokoju.
-Alex on nie przeżył... zginął na miejscu, zderzył się czołowo z tirem którego kierowca był pijany... - powiedziała już płacząc rzewnie.
Cały świat zawalił mi się w jednym momencie, usiadłam na szafce w przedpokoju, przed oczami zrobiło mi się ciemno. To nie możliwe, on nie mógł zginąć, nie mój James. Upuściłam ściskany do tej pory telefon, a łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z moich oczu. Mama podbiegła do mnie i zacisnęła ramiona wokół mnie tak ciasno jakby czułą że zaraz się rozpadnie.
*** ***
Aż do pogrzebu James'a nie wychodziłam z pokoju, nie jadłam, nie chodziłam do szkoły. Miesiąc po całym wydarzeniu rodzicom udało się namówić mnie na terapie. Po części pomogła, po części nie. Poradziłam sobie z funkcjonowaniem na co dzień, jednak mocno zamknęłam się w sobie. Mam dwie przyjaciółki którym ufam bezgranicznie: Meg i Rose, one mi zupełnie wystarczają.
Zwlekłam się z łóżka, wyjęłam z szafy czystą bieliznę, czarne rurki, biały t-shirt i poszłam do łazienki. Ciepła woda to to czego mi było trzeba. Wychodząc spod prysznica owinęłam ciało jednym ręcznikiem, a z drugiego zrobiłam turban na głowie.Wytarłam dokładnie ciało, a potem przebrałam się w przygotowane wcześniej ubrania, wysuszyłam moje blond włosy i spięłam je w prostego koka. Na twarz nałożyłam trochę podkładu i pudru, rzęsy pociągnęłam tuszem i tyle. Spojrzałam w lusterko, wyglądam o wiele lepiej niż pół roku temu, sińce pod moimi zielonymi oczami się zmniejszyły, a cera nie już taka blada. Mama jedynie się czepia o moją sylwetkę, jestem za chuda, przy wzroście 165 cm ważę 40 kg.
Wychodząc z pokoju złapałam sweter, na dole w kuchni czekała na mnie już miska z płatkami śniadaniowymi. Zjadłam, ubrałam buty, kurtkę, szalik i byłam gotowa do wyjścia. Krzyknęłam że wychodzę, usłyszałam tylko mamę z salonu życzącą mi powodzenia. Droga do gabinetu zajmowała 15 min spacerkiem. Weszłam do niedużego budynku, przywitałam się z recepcjonistką i usiadłam na krzesełku w korytarzu tak jak zawsze. Po ok 5 min wyjrzała z gabinetu pani Smith i z uśmiechem zaprosiła mnie do środka. Dalej Hunt dasz radę, musisz ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest i pierwszy post !
Byłabym wdzięczna o jakąś opinie, aczkolwiek nie chce Was przyciskać :)
Na pytania chętnie odpowiem w komentarzach ;)
I rozdział powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu.
Do napisania ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)