29 lis 2015

Rozdział II


Niestety nadszedł koniec zimowych ferii. Znowu szkoła, znowu tłumy ludzi. Znowu trzeba udawać kogoś kim się nie jest, mama uważa że powinnam coś sobą reprezentować, czyli być tak zwaną grzeczną dziewczynką z dobrego domu, choć moja dusza krzyczy zupełnie coś innego. Na szczęście mam swoją odskocznie - internetowego przyjaciela - mamy tak wiele wspólnego. Umówiliśmy się że codziennie o 19.00 będziemy się "spotykać". Wczoraj odbyła się przełomowa rozmowa, opowiedziałam mu całą swoją historię, on opowiedział mi swoją. Los nie mógł lepiej wybrać, byliśmy w takiej samej sytuacji, jego dziewczyna zginęła 8 miesięcy temu jadąc na obóz taneczny. Może nasze reakcje były trochę inne ja od razu zamknęłam się w sobie, on nie mogąc poradzić sobie ze stratą zaczął imprezować, popadł w znienawidzony przeze mnie nałóg nikotynowy, dopiero po imprezie na której stracił kontrole nad sobą i trafił do szpitala zamknął się w sobie. Los nas nie oszczędził.

Pierwsze lekcje były najtrudniejsze, niestety na żadnej z nich nie miałam towarzystwa, ponieważ Meg i Rose miały w tym czasie inne zajęcia, ale popołudniu mamy razem biologię, historię oraz w-f. Nie obeszło się bez wspólnego lunchu wypełnionego ploteczkami, poinformowałam dziewczyny o zakończeniu terapii, ale internetowego przyjaciela zostawiłam dla siebie, powiem im w swoim czasie.

Po lekcjach wróciłam spacerkiem do domu co zajęło mi ok 30 min, śnieg przyjemnie skrzypiał pod butami, uwielbiam zimę jest taka magiczna. Po powrocie zaparzyłam sobie kawę i odgrzałam pozostawiony w lodówce obiad. Rodzice całymi dniami pracują, mama ma własny zakład kosmetyczny, natomiast tata jest prawnikiem. Po zjedzeniu pysznego spaghetti zabrałam się za lekcje co chwile pilnując godziny.Gdy tylko wybiła 18.55 zebrałam się ze swojego miejsca i ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Odpaliłam komputer i zalogowałam się na portalu, ale mój kolega nie był dostępny, może coś mu wypadło? może po prostu się spóźni? Położyłam się na łóżku kładąc laptopa na kolanach, postanowiłam sprawdzić facebook'a oraz twittera, nim się obejrzałam była już 21.00, a chłopaka ani śladu. Alex ogarnij się, nie możesz wymagać od niego że będzie codziennie poświęcał dla Ciebie czas. Zamknęłam wszystkie otwarte przeze mnie strony internetowe  i wyłączyłam komputer. Zeszłam na dół po szklankę soku, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Wychyliłam się z kuchni i posłałam mamie blady uśmiech. Porozmawiałyśmy chwile i postanowiłam iść spać, ten dzień uważam za ciężki dla mnie, nie fizycznie - psychicznie. Położyłam się w swoim wielkim i wygodnym łóżku, włożyłam słuchawki do uszu i puściłam ukochaną piosenkę która zawsze podnosi mnie na duchu klik. Jutro będzie lepiej, na pewno będzie dostępny i wytłumaczy dlaczego go nie było. Z takim nastawieniem i słuchawkami usnęłam.

Nie napisał ani we wtorek, ani w środę, w czwartek też nie. Czuję jakby ktoś zabrał cząstkę mnie, zaufałam mu, a on mnie olał, czy coś zrobiłam źle? coś źle powiedziałam? Piątek okazał się najcięższym dniem w tym tygodniu. Lekcje rozpoczynałam o 8.00 matematyką której szczerze nienawidzę, żeby tego było mało autobus dowożący mnie pod szkołę zepsuł się więc wpadłam do klasy spóźniona 10 min, co nie obyło się bez niemiłego komentarza od nauczycielki. Super tego mi brakowało. W czasie lunchu grzebałam w sałatce, nie mogłam się na niczym skupić, byłam nieobecna. Nawet Meg i Rose to zauważyły i próbowały wyciągnąć ze mnie cokolwiek, na szczęście udało mi się je zbyć tym, że jestem zmęczona po całym tygodniu zajęć.

Reszta dnia ciągnęła się w nieskończoność. Wieczorem odbyłam swój piątkowy rytuał, z kubkiem gorącej czekolady i dobrą książką usiadłam na szerokim parapecie przy oknie i zagłębiłam się w opowieści. Mimowolnie mój wzrok zwrócił się na zegarek który wskazywał 15 min po 19.00. A może by tak spróbować jeszcze raz, ten ostatni raz! - krzyczała moja podświadomość. Nie mogąc się powstrzymać wzięłam laptopa i usiadłam we wcześniejszym miejscu, wpisałam co trzeba w przeglądarkę, a moje serce zabiło mocniej gdy zobaczyłam że jest dostępny. Nie zdążyłam kliknąć żadnego przycisku gdy już wiadomość od niego wyświetliła się na moim ekranie. Mimowolnie uśmiechnęłam się do ekranu.

skaterboy: Hej :( Proszę wybacz mi nieobecność, wszystko mi się zawaliło, wiem że spieprzyłem, ale to nie było zależne ode mnie. Proszę nie zostawiaj mnie, wszystko Ci wytłumaczę!

heartnote: Hej... Już myślałam że mnie zostawiłeś :(

skaterboy: Nigdy bym Tobie tego nie zrobił! Jesteś dla mnie teraz najważniejszą osobą w moim popieprzonym życiu :(

heartnote: Też dla mnie dużo znaczysz! A teraz tłumacz się, wiesz że mi możesz wszystko powiedzieć xx

skaterboy: Rodzice bez rozmowy ze mną zarządzili przeprowadzkę, w poniedziałek miałem samolot dlatego się nie odzywałem, powiedzieli mi w niedziele wieczorem po naszej rozmowie mi to oznajmili. Byłem wściekły, nie dlatego że się priezeprowadzamy... dlatego że ustalili to za moimi plecami. Resztę tygodnia milczałem przez brak internetu, dziś dopiero nam go zamontowali. Proszę wybacz mi, nie chce stracić kontaktu z Tobą.

Byłam w szoku, jak jego rodzice mogli mu to zrobić? Oczywiście wybaczyłam mu, opowiedział mi co działo się u niego ciągu tego czasu, ja trochę opowiedziałam co u mnie. Wspólne tematy nam się nie kończyły, nim się obejrzałam było już po 1.00 w nocy. Pożegnałam się z nim i jak zwykle otrzymałam moje wyczekane "Dobranoc księżniczko xoxo". Tak bardzo mi tego brakowało, dziś w końcu zasnęłam spokojnie bez żadnego strachu czy wątpliwości.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Udało mi się się coś tam naskrobać :)
Trochę nudno :/ Ale w III rozdziale powinno się trochę rozkręcić
Jeśli ktoś ma swojego bloga chętnie poczytam :3
Postaram się wrzucać 2 rozdziały tygodniowo lub więcej zależy od czasu którym będę dysponowała :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz