Po wielu komentarzach, postanowiłam podjąć się II części która będzie nosić tytuł You are my wonderwall :)
Postaram się, aby w niedziele pojawił się prolog :D
YAMW będzie publikowane tutaj, jako kontynuacja :3
Tymczsem zapraszam na inne moje opowiadania.
26 kwi 2016
24 kwi 2016
Epilog
Alex POV
Nie mam kontaktu z nikim od 2 dni, dopóki komórka się nie rozładowała słyszałam masę wiadomości i połączeń jednak nie reagowałam na nie. Mama próbowała wcisnąć we mnie jedzenie jednak na samą myśl mój żołądek się buntował. Ojciec jak się dowiedział, że chodzi o Nialla mocno się zdziwił, myślałam że się wkurzy, ale tak nie było. Tego wieczoru postanowiłam włączyć telefon, po wpisaniu pinu na ekranie pojawiło się 50 nie odebranych połączeń i 30 smsów, weszłam w niektóre.
Od: Rose
Alex gdzie Ty się podziewasz? Odezwij się xx
Alex gdzie Ty się podziewasz? Odezwij się xx
Od: Meg
Halo! Dziewczyno pod ziemie się zapadłaś czy co?
Halo! Dziewczyno pod ziemie się zapadłaś czy co?
Od: Louis
Hej Alex wiesz może co się dzieje z Niallem? Nie mogę się do niego dobić.
Hej Alex wiesz może co się dzieje z Niallem? Nie mogę się do niego dobić.
Spojrzałam niepewnie na całą masę wiadomości od Nialla, bałam się je otworzyć, bałam się że to będzie rzeczywiście koniec, ale nie byłabym sobą gdybym nie przejrzała ich.
Od: Nialler ♥
Alex przepraszam, zachowałem się jak gówniarz wiem, porozmawiaj ze mną proszę, odbierz ten cholerny telefon.
Alex przepraszam, zachowałem się jak gówniarz wiem, porozmawiaj ze mną proszę, odbierz ten cholerny telefon.
Od: Nialler ♥
Proszę odezwij się, tak bardzo się martwię.
Proszę odezwij się, tak bardzo się martwię.
Od: Nialler ♥
Ja nie odpuszczę, nie po tym wszystkim. Kocham Cie zbyt mocno żeby teraz dać za wygraną.
Ja nie odpuszczę, nie po tym wszystkim. Kocham Cie zbyt mocno żeby teraz dać za wygraną.
Znowu łzy napłynęły do moich oczu, nie wiedziałam co robić, z jednej strony jego wcześniejsze zachowanie mnie zraniło, z drugiej pisze że mnie kocha. Podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam nagranie z przed jakiegoś miesiąca kiedy Niall ponownie zaśpiewał mi piosenkę z moich urodzin, płakałam przy dźwięku gitary i jego głosu. Usłyszałam rozchodzący się po domu dzwonek do drzwi, rodziców nie ma w domu wyjechali na weekend gdzieś odpocząć, a ja nie chciałam jechać z nimi, wiec musiałam zobaczyć chociaż kto się dobija do drzwi. Spojrzałam przez wizjer jednak nikogo nie zobaczyłam, otworzyłam drzwi i zakryłam dłonią usta. Na wycieraczce stał kosz pełen róż, ledwo go uniosłam i zaniosłam do mojego pokoju. Między kwiatami była karteczka, a na niej napis, od razu rozpoznałam pismo Nialla.
"Nie wierzę, że ktokolwiek
Czuje to, co ja do ciebie teraz."
Czuje to, co ja do ciebie teraz."
"Jesteś moim wybawieniem."
Gdzieś w środku byłam szczęśliwa, że chłopak nie odpuścił. Z zachwytem oglądałam róże które zajmowały całą półkę w moim pokoju. Zdania które napisał na kartce są w cudzysłowie, czyli są cytatem, nie kojarzyłam tych słów. Okno w moim pokoju było uchylone, w pewnym momencie usłyszałam delikatne dźwięki gitary, nie zrobił tego... Otworzyłam drzwi i wyszłam na balkon, rozejrzałam się po ogrodzie i dokładnie na przeciwko balkonu stał Niall z gitarą. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem dalej grając, wyglądał idealnie jak zawsze, biała luźna koszulka i ciemne jeansy z dziurami na kolanach, plus włosy postawione w czub. (klik) Zaparło mi dech w piersi kiedy zaczął śpiewać.
I don't believe that anybody / Nie wierzę, że ktokolwiek
Feels the way I do about you now / Czuje to, co ja do ciebie teraz.
Feels the way I do about you now / Czuje to, co ja do ciebie teraz.
Po usłyszeniu tych słów zauważyłam, że na liściku zacytował sam siebie. Byłam zdziwiona, że mój organizm jeszcze produkuje łzy po takim czasie płaczu. Już wtedy wiedziałam, że wybaczę mu ostatnie słowa.
'Cause maybe / Bo może
You're gonna be the one that saves me /Będziesz tą, która mnie uratuje
And after all / I mimo wszystko
You're my wonderwall / Jesteś moim wybawieniem
You're gonna be the one that saves me /Będziesz tą, która mnie uratuje
And after all / I mimo wszystko
You're my wonderwall / Jesteś moim wybawieniem
To on jest moim wybawieniem, to on mnie uratował kiedy już nie miałam nadziei. Odepchnęłam się od barierki i zbiegłam na dół, otworzyłam drzwi prowadzące na ogród. Blondyn dalej stał w tym samym miejscu z gitarą wiszącą na pasku po stronie pleców, widziałam że nie wiedział jaka będzie moja reakcja. Nie wytrzymałam podbiegłam w jego stronę i dosłownie rzuciłam się na niego, objęłam go i oparłam głowę o jego klatkę piersiową, usłyszałam wypuszcza oddech ulgi.
- Wybacz mi proszę. - szepnął - Nie dam rady żyć bez Ciebie.
- Wybaczyłam Ci jak tylko zobaczyłam Cię pod moim balkonem. - odpowiedziałam.
- Damy radę, Ty w Los Angeles, ja w Dublinie. Mamy telefony, są samoloty. Skończymy studia i znowu będziemy razem, kupimy dom i psa. Przetrwamy to. - powiedział ściskając mnie mocno.
- Na prawdę? - spytałam patrząc w jego oczy, byłam w szoku chłopakowi spływały łzy po policzkach.
- Kocham Cię najbardziej na świecie i zrobię dla Ciebie wszystko, spełnię wszystkie twoje marzenia. - powiedział pewnie.
- Spełniłeś najważniejsze. - odparłam.
- Jak to? - uniósł brew.
- Jesteś tu. - odpowiedziałam.
Chłopak wpił się w moje usta, od razu oddałam pocałunek, tęskniłam za nim tak bardzo. Wplotłam dłonie w jego włosy, a on pogłębił pocałunek, uniósł mnie tak, że oplotłam jego biodra nogami. Chłopak ze mną na rękach poszedł do salonu i usiadł na kanapie, dalej całowaliśmy się oddając w ten pocałunek całą tęsknotę i miłość.
- Alex jesteśmy! - usłyszałam krzyk mamy z przedpokoju, od razu zerwałam się na równe nogi i poszłam do nich.
- Mieliście wrócić jutro. - powiedziałam zdziwiona.
- Tak, ale martwiłam się o Ciebie. - powiedziała z troską mama, poczułam dłonie na biodrach i brodę na moim ramieniu - Ale widzę, że już wszystko w porządku. - uśmiechnęła się mama.
- Dzień dobry. - powiedział Niall.
- Dobrze Cie widzieć Niall. - powiedziała moja mama, a ja przewróciłam oczami.
- Masz szczęście, że Cie lubię chłopcze. - westchnął tata podając blondynowi rękę w geście powitania.
- Miło mi to słyszeć proszę pana. - uśmiechnął się.
Zjedliśmy wszyscy razem kolację i wytłumaczyliśmy cały plan moim rodzicom, nie mieli nic przeciwko takiemu rozwiązaniu. Od kiedy jestem z Niallem moi rodzice zmienili się, są bardziej wyrozumiali, nie kontrolują mojego życia na każdym kroku. Oczywiście po półgodzinnym pożegnaniu bo Niall nie chciał mnie wypuścić z objęć, chłopak wrócił do domu. Wróciłam do swojego pokoju, wzięłam szybki prysznic i w końcu spokojnie zasnęłam.
***
Niall POV
Sierpień przyszedł szybciej niż bym chciał, ostatni miesiąc był wspaniały. Na rocznicę moją i Alex zabrałem ją nad morze, gdzie przez tydzień mieliśmy się tylko dla siebie. Potem całą ekipą jeszcze wyjechaliśmy na kilka dni nad jezioro. Ostatnimi siłami zwlokłem się z łóżka i wziąłem szybki prysznic, miałem podjechać do Alex wcześniej pomóc jej zapakować ostatnie rzeczy, a później odwieźć ją na lotnisko. Zszedłem na dół, dziś wyjątkowo moi rodzice byli w domu, mama zrobiła mi naleśniki na śniadanie, ale nawet to nie poprawi mi dziś humoru. Po skończonym śniadaniu pożegnałem się z rodzicami którzy kazali mi pozdrowić Alex i życzyć jej powodzenia, przytaknąłem i wyszedłem z domu, wsiadłem do samochodu i wziąłem głęboki oddech, liczy się tylko jej szczęście.
Alex POV
Pakowałam ostatnie rzeczy kiedy do pokoju wszedł Niall, rozejrzał się po prawie pustym pokoju i blado się uśmiechnął. Usiadł obok mnie i przywitał się buziakiem, kolejną godzinę spędziliśmy na dopakowywaniu mojej walizki oraz sporo czasu zajęło nam zamknięcie jej. Koło 15.00 zaczęliśmy znosić moje rzeczy na dół, potem Niall pakował wszystko do bagażnika, biorąc drugą walizkę odwrócił się do mnie.
- Poczekam w samochodzie. - uśmiechnął się i wyszedł.
Spojrzałam na rodziców i czułam napływające łzy, przytuliłam mamę, będę za nią tęsknić i to bardzo.
- Ucz się i spełniaj marzenia, koniecznie dzwon chociaż raz w tygodniu. - powiedziała całując moje policzki.
Spojrzałam na tatę, choć nie było go często w domu jest dla mnie bardzo ważny.
- Będę tęsknić tato. - wychlipałam.
- Też będę tęsknić skarbie. Alex pamiętaj kieruj się sercem, a nie tym co wypada lub powinnaś zrobić. Dzięki temu będziesz prawdziwie szczęśliwa. - powiedział ciepło się uśmiechając.
Podbiegłam do samochodu Nialla bo właśnie zaczynało kropić i pomachałam jeszcze rodzicom stojącym w drzwiach. Westchnęłam gdy zniknęli mi z pola widzenia, przez całą drogę Niall trzymał swoją rękę na moim kolanie, będę za nim cholernie tęsknić.
Niall POV
Nie mogłem sobie wyobrazić tego, że musimy rozstać się na tak długo. Całą drogę trzymałem rękę na jej kolanie i nie mogłem nasycić się jej towarzystwem, zaparkowałem przy lotnisku i wyciągnąłem bagaże, wzięliśmy po walizce plus wziąłem jej plecak staraliśmy się wszystko sprawnie robić bo deszcz rozpadał się na dobre, skierowaliśmy się odpowiednie bramki i usiedliśmy na krzesłach bo Alex miała jeszcze jakieś 30 min do odprawy. Wciągnąłem ją na swoje kolana i zamknąłem w swoich ramionach, nie potrzebowaliśmy słów, wystarczyła obecność drugiego. Gdy wywołali jej lot wypuściłem głośno powietrze i podniosłem się z krzesełka.
- Pamiętaj kocham Cię. - powiedziałem trzymając w dłoniach jej policzki.
Ja Ciebie też Ni. - odpowiedziała pociągając nosem.
- Nie płacz, niedługo się zobaczymy. - spojrzałem w jej oczy.
- Nie mów żebym nie płakała bo Ty też masz szklane oczy. - odparła.
- Leć spełniać swoje marzenia. - szepnąłem i pocałowałem ją mocno, co od razu odwzajemniła.
Wymusiłem uśmiech i patrzyłem jak przechodzi przez bramki, co chwilę odwracała się, a ja uparcie utrzymywałem uśmiech na ustach, utrzymywałem go do momentu aż straciłem ją z pola widzenia. Wtedy dopiero dotarło do mnie że prawdopodobnie zobaczymy się dopiero za jakiś miesiąc - dobrze prognozując. Przez chwilę tak stałem i bezmyślnie wpatrywałem się w bramki, jednak trzeba było wracać do domu, wyszedłem z lotniska i powolnym krokiem kierowałem się do samochodu, miałem gdzieś że praktycznie całe moje ubranie przemokło. Wsiadłem do samochodu i od razu podkręciłem ogrzewanie, spojrzałem przez szybę i zobaczyłem odlatujący samolot. Wycofałem samochód i powoli ruszyłem, spojrzałem w lusterko i zobaczyłem dziewczynę biegnącą z walizkami, przez chwilę pomyślałem że to Alex - mój mózg już płata mi figle. Dziewczyna dalej biegła i machała jakby do mnie? Zatrzymałem samochód na środku przejazdu i wysiadłem.
- Niall!! - jednak to nie był wymysł mojej wyobraźni, drobna blondynka biegła prosto w moją stronę i wpadła w moje ramiona.
- Co Ty tu robisz? - spytałem zszokowany.
- Kieruje się sercem. - powiedziała desperacko.
- Co? - zdziwiłem się.
- Ojciec przed wylotem powiedział, że powinnam się kierować tym co czuje, a nie tym co powinnam zrobić. - odgarnęła mokre włosy do tyłu.
- A Twoje marzenia? Byłabyś tam szczęśliwa. - powiedziałem
- Nie będę szczęśliwa spełniając swoje marzenia bez najważniejszej osoby w moim życiu. - odparła - Zdecydowałam ostatecznie, jadę z Tobą do Dublina. - uśmiechnęła się szeroko.
Nie mogłem nie odwzajemnić tego uśmiechu, objąłem ja i zakręciłem nami, po tym jak odstawiłem ją na ziemię od razu wpiłem się w jej usta, nie obchodziło nas nic, to że leje deszcz czy też to że stoimy na środku parkingu. Jedziemy razem na studia i mam nadzieję, że nic nas już nie rozłączy.
KONIEC
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oddaje całkowicie w Wasze ręce moje pierwsze dziecko.
Mam nadzieję, że czas spędzony na czytaniu You are my therapy || Niall Horan, nie był dla Was czasem straconym.
Chętnie dowiem się jaki był Wasz ulubiony moment w historii Alex i Nialla :)
Chcę też podziękować wszystkim którzy na bieżąco komentowali, jesteście wielcy ♥
Jestem po części dumna z tego, że nie poddałam się i doprowadziłam ten projekt do samego końca.
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną przy innych opowiadaniach.
Love ya! ♥
18 kwi 2016
Rozdział L
Alex POV
- Chcielibyśmy poinformować że Pana podanie zostało odrzucone. - powiedział Niall patrząc się przez cały czas w kartkę.
Wszyscy spojrzeli na nas, nikt nie wiedział co powiedzieć, w sumie oboje złożyliśmy podania tak tylko, sama nie liczyła na to, że się dostanę. Kiedy w końcu Niall oderwał wzrok od kartki spojrzał się prosto na mnie i uśmiechnął, ale był to sztuczny uśmiech.
- Gratuluje skarbie. - powiedział i ucałował moją skroń, lecz ja widziałam ból w jego oczach.
Nikt nie wracał do tematu studiów, ale wiem że mnie i Nialla czeka długa rozmowa. Z jednej strony spełniło się moje marzenie, ale przez nie mogę stracić osobę bez której mogłoby mnie nie być w tym miejscu. Harry próbował rozluźnić atmosferę, ale widziałam że blondyn ciężko znosi tą wiadomość, był małomówny, nawet nie zjadł połowy swojej porcji jedzenia co jest do niego nie podobne. Koło 20.00 byliśmy pod domem Nialla, wszyscy się pożegnaliśmy, spojrzałam na Nialla który unikał kontaktu wzrokowego.
- Odprowadzę Cię. - postanowił, a ja tylko przytaknęłam.
Między nami była ciągle napięta atmosfera, przez całą drogę żadne z nas nie poruszyło tematu, ba nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. Gdy podeszliśmy pod mój dom odwróciłam się przodem do blondyna i czekałam, aż w końcu łaskawie na mnie spojrzy.
- Masz zamiar ze mną porozmawiać? - spytałam.
- Mamy o czym? - powiedział prawie szeptem.
- Czy Ty siebie słyszysz? - prawie krzyknęłam.
- Co mam powiedzieć? Spełniaj marzenia, jedź do Los Angeles i baw się świetnie beze mnie. - spojrzałam w jego oczy i dziwnie się świeciły, czyżby miał zamiar płakać?
- Niall pojadę z Tobą do Dublina. - powiedziałam robiąc krok w jego stronę, na co chłopak się odsunął.
- Masz zaprzepaścić marzenia przeze mnie? Nie żartuj, zawsze marzyłaś o LA i marzenie się spełniło. Masz swoją szanse, wykorzystaj ją. - powiedział po czym spojrzał się smutno na mnie.
- Czyli co? Po tym wszystkim tak po prostu odpuścisz? - czułam, że po moich policzkach spływają łzy.
Niall wzruszyła ramionami, po czym odwrócił się i po prostu odszedł, stałam pod domem przez dobre 15 minut i nie mogłam pojąć tego co się właśnie stało. Czy my zerwaliśmy? To jest chore, że nawet w momencie kiedy to on dostaje kopniaka od życia, dalej myśli nad moim szczęściem, a jednocześnie zachowuje się zimno wobec mnie. To nie Niall którego poznałam w Mullingar. Wypuściłam z płuc powietrze, nawet nie zorientowałam się że wstrzymałam oddech. Weszłam do domu, słyaszałam mamę która krząta się gdzieś w domu, nagle wyłoniła się z salonu i spojrzała na mnie.
- Dziecko co Ci się stało? Nie dostałaś się na studia? - spytała obejmując mnie mocno.
- Dostałam się do Los Angeles. - powiedziałam pociągając nosem.
- To świetnie! Ale w takim razie czemu płaczesz? - spojrzała na mnie z troską.
- Niall się nie dostał, pokłóciliśmy się, nie wiem czy jesteśmy jeszcze razem. - wychlipałam.
- Skarbie spokojnie, leć do swojego pokoju, ja zaraz przyjdę do Ciebie, zaparzę Melisy. - powiedziała i poszła w stronę kuchni.
Weszłam na górę, w łazience zmyłam swój makijaż oraz związałam włosy w luźnego koka. Wszystko zatacza koło, ostatni raz taką pustkę czułam po utracie Jamesa. Położyłam się na swoim łóżku i zwinęłam w kłębek, nie mogłam opanować łez które płynęły bez końca. Spojrzałam przez okno, niebo było bezchmurne i pięknie eksponowało gwiazdy, czemu to wszystko nie może być prostsze? Dopóki nie zasnęłam siedziała ze mną mama, tata nawet przyszedł sprawdzić co się stało, ale mama odesłała go do sypialni.
Niall POV
Odszedłem od niej, zostawiłem ją na środku pieprzonego chodnika bez słowa, ale nie wiedziałem co zrobić. Znowu stracę najważniejszą osobę w tym moim beznadziejnym życiu, nie potrafię poprosić ją żeby wyjechała ze mną do Dublina, choć sama to zaproponowała, chcę aby jej marzenia się spełniły, a dopóki będzie myśleć o mnie nie zrobi tego co powinna. Miałem cholerną ochotę coś rozwalić, wżyć się na czymś, nie chciałem jej skrzywdzić, moje zachowanie to był pieprzony mechanizm obronny, nie chce dopuścić do siebie myśli, że może być szczęśliwa beze mnie. Może jestem samoluby, ale kogo to obchodzi? Kocham tą dziewczynę na zabój i jestem dla niej w stanie zrobić wszystko. Dosłownie wpadłem do domu i trzasnąłem drzwiami, z kuchni usłyszałem głos mamy.
- To Ty Niall?
Wszedłem do kuchni i oparłem się o framugę, mama stała do mnie odwrócona i najwyraźniej zmywała naczynia.
- Nie dostałem się do Los Angeles. - wydukałem, a ona się odwróciła, gdy się odwróciła widziałem zdziwienie na jej twarzy.
- Niall dziecko czy Ty płaczesz? Nie dostałeś się nigdzie? - spytała zmierzając w moją stronę.
- Dostałem się tu do Londynu i do Dublina. - powiedziałem patrząc w podłogę - Alex dostała się do Los Angeles. - odparłem pociągając nosem, ostatnio tyle łez wylałem na pogrzebie Lilly.
- Oh. - tylko tyle była w stanie powiedzieć.
- Ja powiedziałem kupę beznadziejnych słów i zostawiłem ją samą z tym wszystkim. - powiedziałem wściekły na siebie - Chce żeby spełniła swoje marzenia, a to jest najodpowiedniejsze miejsce dla niej. - wytłumaczyłem.
- Niall to da się pogodzić, jest internet, możecie się odwiedzać, samoloty latają dość często. - powiedziała.
- To nie ma sensu, wyjedzie tam i znajdzie kogoś kto będzie przy niej, kogoś lepszego ode mnie. - krzyknąłem - Dlaczego wszystko musi się pierdolić? - wydarłem się, a mama zamknęła mnie w uścisku, płakałem jak małe dziecko.
- Niall nie oceniaj się tak nisko, kochasz ją, chcesz jej szczęścia, myślisz że będzie szczęśliwa bez Ciebie? - to mnie ruszyło, na każdym kroku pokazywała mi jak bardzo mnie kocha, spojrzałem na srebrną koniczynkę na moim nadgarstku, muszę to wszystko sobie przemyśleć.
- Dziękuję mamo. - powiedziałem odsuwając się od niej - Muszę to wszystko przemyśleć, idę do siebie. - przytaknęła i uśmiechnęła się.
- Niall mogę Cię o coś prosić jeszcze? - spytała, a ja skinąłem.
- Nie myśl tylko o innych, pomyśl też o sobie. - powiedziała i wróciła do swojej poprzedniej czynności.
Poszedłem do swojego pokoju, w łazience umyłem twarz i przebrałem się w dresy. Położyłem się na łóżku i myślałem o słowach mamy " Nie myśl tylko o innych, pomyśl też o sobie." potrzebuje jej cholernie i jednocześnie chcę by była szczęśliwa. Może jednak warto spróbować, mamy jeszcze całe wakacje przed sobą, czy warto to tak zostawiać? Wiem jedno będę musiał ją przeprosić za ten cholerny wybryk i przygotować coś specjalnego. Spojrzałem się przez okno, na niebie było cholernie dużo gwiazd, wpatrywałem się w nie myśląc co Alex może teraz czuć, czemu to wszystko nie może być prostsze? Z tą myślą zasnąłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Boże ryczałam sama pisząc ten rozdział ;o
Niestety Los Angeles nie jest pisane Niallowi.
Moje prace:
Love ya ♥
14 kwi 2016
Rozdział IL
Alex POV
Droga powrotna do Londynu obyła się na szczęście bez większych niespodzianek. Rodzice blondyna odebrali nas z lotniska, mama Nialla oczywiście spanikowała, ale to przez to, że się o niego troszczy. Aktualnie jadę z tatą po Nialla, dziś jest mecz o mistrzostwo w którym bez gadania blondyn nie może zagrać, więc jedzie jako kibic. Gdy dotarliśmy na miejsce Niall już czekał na podjeździe, widać była że jego humor nie był najlepszy, ale co się dziwić. Usiadł ze mną na tyle, po czym podał rękę mojemu tacie w geście powitania, a mnie szybko cmoknął w usta i złapał moją rękę. Jakieś pół godziny później byliśmy już pod szkołą, podziękowaliśmy tacie i umówiliśmy się z nim na telefon w kwestii powrotu. Szkolny parking był cały zapełniony, wszędzie kręcili się ludzie jak i z naszej szkoły, jak i ze szkoły rywali.
- Harry zajął nam miejsca w pierwszym rzędzie. - poinformował mnie blondyn.
- To świetnie. - uśmiechnęłam się.
Przepychaliśmy się przez ludzi na trybunach, aż w końcu znaleźliśmy Harrego, Liama i Rose na samym środku w pierwszym rzędzie. Przywitaliśmy się i usiedliśmy razem z nimi.
- Panowie idziemy skopać tyłek Tomlinsonowi przed meczem? - zaśmiał się Harry.
- Jeszcze się pytasz! - odpowiedzieli na raz Niall i Liam.
Chłopcy przeprosili i poszli życzyć Louisowi szczęścia. W tym czasie rozmawiałam sobie z Rose i o wymianie i o szkole, a nawet o uczelniach, najbardziej jej zależy na Nowym Jorku, ale nie chce się rozstawać z Liamem. Chwilę po tym jak chłopcy wrócili zawodnicy zaczęli wychodzić na boisko, trybuny były zapełnione po brzegi i było głośno jak nigdy. Pierwsza połowa meczu była pełna emocji, ale nie padł żądny gol, Louis nie mógł dogadać się z chłopakiem który był z nim na ataku.
- Kurwa! Gdybym ja tam był byłoby już co najmniej 5:0. - krzyknął Niall.
- To oczywiste stary. - potwierdził Liam.
Niall wstał i szybkim krokiem ruszył w stronę szatni, mam nadzieję że nie odbiło mu na tyle żeby jednak zagrać w tym meczu. Niecierpliwie czekałam na powrót blondyna, ale na szczęście równo z gwizdkiem sędziego Niall usiadł koło mnie.
- Już się bałam że poszedłeś grać. - westchnęłam opierając się o niego.
- Nie jestem taki głupi, chce jeszcze trochę pograć w przyszłości. - zaśmiał się.
- Po co poszedłeś? - spytałam.
- Pogadać z trenerem o zmianie na ataku, Joshowi dziś nie idzie, ale na rezerwie jest Sam z którym Louis się dogaduje, jeszcze nie grał w żadnym meczu, ale na treningach radzi sobie świetnie. - wytłumaczył.
- Trener da mu szanse? - uniosłam brew - No wiesz jego pierwszy mecz i to jeszcze o mistrzostwo?
- Trener liczy się z moim zdaniem. - wzruszył ramionami - Mam nadzieje, że podejmie słuszną decyzje.
- Oby. - westchnęłam.
- Jest! Patrz po drugiej stronie boiska przy linii. To Sam! - krzyknął podekscytowany blondyn.
Widziałam, że od razu humor mu się poprawił. Druga połowa meczu była zdecydowanie ciekawsza, Louis strzelił dwie bramki, natomiast Sam jedną i to był jego dobry mecz. Cała nasza szkoła dosłownie zaczęła szaleć, gdy tylko zabrzmiał ostatni gwizdek. Cała drużyna wzięła Louis i Sama na ręce i zaczęli ich podrzucać. Tomlinson poszedł do sędziego i odebrał puchar, po czym wziął mikrofon do ręki.
- Wow, jestem na prawdę szczęśliwy z naszej wygranej, chciałem podziękować: naszemu trenerowi który wyciskał z nas wszystko do ostatniej chwili, całej drużynie bo dali z siebie 150%, przeciwnikom za dobrą i równą grę oraz osobie której nam dziś zabrakło w drużynie, ale myślami i duchem była z nami - Horan mistrzu. - zaśmiał się Louis - Co więcej powiedzieć? MISTRZOSTWO JEST NASZE!!! - wydarł się Louis czym poruszył wszystkich.
Obie drużyny podziękowały sobie i wróciły do szatni. Miało chyba zdążył zapomnieć, że sam nie grał w meczu i cieszył się jak głupi. Poszliśmy pod szatnie i złapaliśmy tam Louisa, wszyscy mu pogratulowaliśmy.
- Idziemy dziś do klubu? Ja stawiam! - zaproponował Tomlinson.
- Jasne! - wszyscy przytaknęli mu.
- Niall jesteś pewien, że dasz radę? - spytałam.
- Jasne, przecież nie będę tańczył, usiądę napiję się piwa, przeciwbólowych już nie biorę więc nie ma problemu. - zapewnił mnie.
- Okej. - uśmiechnęłam się i wtuliłam w chłopaka.
Tak jak się umówiliśmy wieczorem cała drużyna i kilka innych osób uczciło dzisiejszą wygraną. Louis upił się jak nigdy, myślałam że ten człowiek ma dużo energii, ale dziś przeszedł sam siebie. Ja natomiast cały wieczór przesiedziałam na kolanach Nialla rozmawiając z nim, pijąc i całując się.
***
Stałam przed lustrem i nerwowo przygładzałam spódnice, starałam się oddychać, ale od dzisiejszego dnia zależy cała moja przyszłość, dziś dziś dzień egzaminów. Usłyszałam klakson samochodu, założyłam buty i wyszłam z domu, zamknęłam go dokładnie po czym wsiadłam do samochodu blondyna. Chłopak uśmiechnął się ciepło i dał mi szybkiego całusa.
Stałam przed lustrem i nerwowo przygładzałam spódnice, starałam się oddychać, ale od dzisiejszego dnia zależy cała moja przyszłość, dziś dziś dzień egzaminów. Usłyszałam klakson samochodu, założyłam buty i wyszłam z domu, zamknęłam go dokładnie po czym wsiadłam do samochodu blondyna. Chłopak uśmiechnął się ciepło i dał mi szybkiego całusa.
- Jak się czujesz? - spytał.
- Chyba zaraz zwymiotuje ze stresu. - przełknęłam ślinę.
- Będzie dobrze zobaczysz. - pocieszał mnie Niall - Przez ostatnie tygodnie nic innego nie robiłaś tylko powtarzałaś materiał, nawet przy spotkaniach ze mną, aż i mi coś w tej głowie zostało. - zaśmiał się i muszę przyznać, że trochę mnie to rozluźniło.
- Może masz racje. - westchnęłam.
- Na pewno mam rację. Poza tym pamiętaj że mamy nasze szczęśliwe talizmany. - powiedział poważnie na co uniosłam brew, a on wyciągnął do mnie rękę - Nasze szczęśliwe koniczynki. - wyszczerzył się.
Sama się na to uśmiechnęłam i spojrzałam na swój nadgarstek na którym wisiała srebrna koniczynka na łańcuszku, oby Niall miał racje. Chwilę później dojechaliśmy pod szkole, wszędzie byli elegancko ubrani ludzie dyskutujący nad tym jakie tematy będą na egzaminie. Jestem pewna że kilka następnych dni, będzie najcięższymi w moim życiu. Niall wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi, po czym złapał mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę szkoły, przed nią już stała już nasza paczka. Wszyscy razem poszliśmy pod sale gimnastyczną gdzie odmeldowaliśmy się i wylosowaliśmy numer ławki.
Sam egzamin był przyjemniejszy niż myślałam, temat mi podszedł i rozpisałam się jak nigdy. Następne dni wyglądały podobnie. Po ostatnim egzaminie poszliśmy na piwo gdzie każdy mówił gdzie chciałby najbardziej się dostać i jakie ma plany na przyszłość.
***
- Alex przyszło! - usłyszałam krzyk mojej matki który oznaczał tylko jedno, przyszedł ostatni list z decyzją o przyjęciu na studia.
- Alex przyszło! - usłyszałam krzyk mojej matki który oznaczał tylko jedno, przyszedł ostatni list z decyzją o przyjęciu na studia.
- To dobrze! - odkrzyknęłam i szybko wystukałam smsa do Nialla.
Do: Nialler ♥
Masz już list z LA?
Od: Nialler ♥
Mam! Pisać do reszty, że dziś otwieramy?
Do: Nialler♥
Pisz do chłopaków ja informuje dziewczyny. 15.00?
Od: Nialler ♥
Ok pasuje. Widzimy się później skarbie xx
Do: Nialler ♥
♥♥♥
Wszyscy umówiliśmy się na 15.00 przed domem Nialla i jedziemy gdzieś za Londyn żeby w spokoju usiąść i otworzyć listy z naszych uczelni. Jakąś godzinę później zaleźliśmy dogodne miejsce, rozłożyliśmy koce na jakieś polanie i każdy koło siebie położył koperty.
- Kto pierwszy? - spytał Liam.
- Dobra ja zacznę. - westchnął Harry - Pierwszy jest z Londynu i... dostałem się! - uśmiechnął się - Drugi to Dublin tu bym wolał pójść. - rozerwał kopertę trzęsącymi się dłońmi - TAK! Mam to!
Wszyscy zaczęli się śmiać z Harrego skaczącego wokół nas. Liam podobnie jak Harry dostał się do Londynu i do Dublina z naciskiem na to drugie, Louis dostał się i do Londynu i do Manchesteru i jest pewny, że wybiera tą drugą uczelnie, przez co wiem że z nim na 100% się rozstaje. Meg dostała się do obu uczelni w Londynie, Rose ku niepocieszeniu Liama dostała się do uczelni w Nowym Jorku, spojrzeli na siebie smutno, ale nie dziwię się jej że nie chce przepuścić szansy studiowania w jednej z lepszych uczelni na świecie. W końcu zostaliśmy tylko ja i Niall.
- Okej, teraz ja. - przełknęłam ślinę - Londyn... dostałam się - powiedziałam spokojnie bo to jest opcja awaryjna - Dublin... akceptacja! - pisnęłam bo szczerze to była moja docelowa uczelnia, został list z Los Angeles, to było bardziej marzenie niż coś realnego, rozerwałam delikatnie kopertę i wyciągnęłam list - Chcielibyśmy poinformować, że Pani podanie zostało ZAAKCEPTOWANE! - wydałam z siebie pisk i muszę wyglądać jak Harry kilka minut temu.
Cholera w życiu nie spodziewałam się, że dostane się na studia do słonecznego Los Angeles. Został tylko Niall, listy z Londynu i Dublina tak jak u mnie były akceptacyjne, chłopak wyjął list i zaczął go czytać.
- I jak? - ponagliłam go.
- Chcielibyśmy poinformować że Pana podanie zostało...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bum! Niestety potrzymam Was w niepewności.
Jak sądzicie co Niall ma napisane w liście?
Moje prace:
Love ya ♥♥♥
10 kwi 2016
Rozdział XLVIII
*maj*
Niall POV
Nadszedł czas naszego wyjazdu do Hiszpanii, niedługo egzaminy więc przyda nam się trochę relaksu. W końcu spędzimy trochę czasu razem, to nie znaczy że nie widujemy się, wręcz przeciwnie, ale najczęściej wtedy uczymy się i powtarzamy istotne rzeczy do egzaminów. Do Madrytu dolecieliśmy o 9.00 rano i od razu zostaliśmy skierowani do autokaru który ma nas odwieźć do szkoły. Gdy tylko weszliśmy do budynku zostaliśmy ciepło powitani przez panią dyrektor i zaproszeni na salę gimnastyczną, w tłumie osób zauważyłem Gustavo i z uśmiechem na ustach poszedłem się z nim przywitać. Uścisnął mnie i Alex, rozmawialiśmy dopóki nie przerwała nam przemowa pani dyrektor, tym razem rozmowy z racji tego, że to my przyjechaliśmy mają odbywać się po angielsku. Pary zostały takie same jak wcześniej, tylko osoby które wcześniej jej nie miały musiały sprawdzić listę i się odnaleźć, razem z Gustavo pomogliśmy w poszukiwaniach niejakiej Milagros, dziewczyna okazała się bardzo miła i wymieniła z Gusem numery telefonów, żeby być w stałym kontakcie. Chłopak oprowadził mnie po całej szkole która była sporo większa niż nasza i bardziej nowoczesna, ustaliliśmy że zwiedzanie zaczniemy już jutro i jakoś dogadamy się z Alex i Milagros, będzie nam razem raźniej. Dom Gustavo znajduję się 15 min spacerem od szkoły, więc spokojnym tempem ruszyliśmy w odpowiednim kierunku. Jedno chodziło mi po głowie, Tina to przecież siostra Gusa i będę ją musiał znosić przez kolejne pięć dni, postaram się jej unikać, ale wątpię czy to jest możliwe mieszkając w jednym domu. Na moje szczęście w domu byłem tylko ja i Gus, zamówiliśmy pizze i zaczęliśmy grać na konsoli. Pod wieczór wróciła Tina razem z Rose, wieczór był spokojny i każdy po męczącym dniu poszedł do siebie.
***
Po całym dniu zwiedzania całą paczką spotkaliśmy w domu Milagros. Siedzieliśmy na kanapach popijając piwo i rozmawiając.
- Złożyliście już podania na studia? - spytała Rose.
- Ja złożyłem do Londynu i Dublina. - odparł Harry.
- Ja podobnie. - rzucił Liam.
- Londyn i Manchester. - powiedział Lou.
- Dwie uczelnie w Londynie. - poinformowała nas Meg.
- Nowy Jork, Londyn i Dublin. - uśmiechnęła się Rose.
- My te same uczelnie Los Angeles, Londyn i Dublin. - powiedział od razu za mnie Niall.
- Nie mogę uwierzyć, że z częścią z Was będę musiała się rozstać. - westchnęłam.
- Przy dzisiejszej technologii damy radę. - zapewnił mnie Liam.
- A Wy zostajecie w kraju? - spytała Rose naszych hiszpańskich kolegów i wszyscy pokiwali głowami.
Wciągnąłem Alex na moje kolana i mocno przytuliłem, czułem na sobie wzrok Tiny i było to cholernie niekomfortowe. Niestety koło 22.00 musieliśmy się zbierać bo jutro od 9.00 mamy jakieś zajęcia w szkole. Złożyłem na ustach Alex ostatniego całusa i z trudem wyszedłem z domu Milagros.
Alex POV
Pożegnałam się z Niallem jednak miałam mieszane uczucia, mieszka pod jednym dachem z tą dziwką, czasami się zastanawiam jak bliźniaki mogą mieć, aż tak odmienne charaktery, Gustavo jest bardzo miły i pomocny, natomiast Tina vel "Suka" jest zapatrzona w siebie i chamska.
- Czemu wydajesz się nie lubić Tiny? - nagle zapytała Mila.
- Gdy była na wymianie u nas w Londynie próbowała odbić mi chłopaka. - westchnęłam.
- Twój chłopak to ten blondyn, tak? - dopytała.
- Zgadza się. - potwierdziłam.
- W sumie nie wydaje się być przyjaźnie nastawiona do nas. - stwierdziła.
Od razu złapałyśmy z Milagros wspólny język, niska brunetka z ciemnymi oczami była charakterem bardzo podobna do mnie. Zostałam bardzo ciepło przyjęta zarówno przez nią jak i przez jej rodziców którzy są na prawdę w porządku.
Następnego dnia razem Milagros byłyśmy rano na zajęciach w szkole, potem poszłyśmy na małe zakupy do pobliskiego centrum handlowego gdzie też zjadłyśmy obiad. Niall i Gus poszli dziś na jakiś mecz więc nie było szans żebyśmy się wieczorem spotkać. My zrobiłyśmy sobie za to domowe SPA, maseczki, malowanie paznokci i inne pierdoły. Moja komórka zaczęła dzwonić, spojrzałam na ekran i zobaczyłam "Rose" na ekranie.
- Hej kochana. - powiedziałam radośnie.
- Alex! - krzyknęła i już wiedziałam, że coś jest nie tak - Za 15 min bądź gotowa, będziemy z Gusem pod domem Mili. - powiedziała pospiesznie - Niall miał wypadek. - dodała.
Czułam, że momentalnie stałam się blada, zaczęłam zmywać z siebie maseczkę i pobiegłam do pokoju po moją bluzę.
- Alex spokojnie, co się stało? - dziewczyna złapała mnie za ramię.
- Niall miał wypadek. - zachrypiałam i czułam, że po moim policzku już płyną łzy.
- Oddychaj, pojadę z Tobą. - zapewniła mnie i uścisnęła.
- Dz-dziękuję. - powiedziałam pociągając nosem.
Chwilę później siedziałam z Rose na tyle samochodu, dziewczyna tłumaczyła mi co się stało.
- Siedziałam w pokoju Tiny i nagle usłyszałam przeraźliwe krzyknięcie, a potem jakby coś wielkiego spadło na podłogę, wybiegłam z pokoju i rozglądałam się. Gus krzyknął żebym zadzwoniła po karetkę, poszłam w stronę skąd słyszałam jego głos i na dole schodów leżał nieprzytomny Niall. Od razu zadzwoniłam po pogotowie no i jak na razie nic więcej nie wiemy. - westchnęła.
Cała trzęsłam się z nerwów, a droga z domu do szpitala ciągnęła się nie w nieskończoność. Gdy tylko podjechaliśmy pod szpital od razu wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam w stronę recepcji.
- Przepraszam jakiś czas temu przyjechała tu karetka z blondynem który spadł ze schodów. - pośpiesznie rzuciłam do recepcjonistki.
- Tak zgadza się. Jest pani kimś z rodziny? - spytała kobieta.
- Nie jestem jego dziewczyną, ale jesteśmy podczas wymiany uczniowskiej. - poinformowałam kobietę.
- W porządku. - powiedziała mi podając jakąś kartę - To jest karta zdrowia pacjenta, proszę wypełnić tyle ile jest pani w stanie, plus prosiłabym o numer telefonu do koordynatora wymiany ponieważ potrzebna jest nam dokładna dokumentacja. - poprosiła.
Podałam kobiecie numer telefonu i uzupełnioną kartę, dostałam pozwolenie na wejście na oddział. Wróciłam na chwilę do znajomych którzy przyjechali ze mną i odprawiłam ich do domu, ja i tak szybko stąd nie wyjdę. Powolnym krokiem podeszłam pod salę numer 55 wskazaną wcześniej przez kobietę z recepcji, usiadłam na korytarzu i czekałam na jakiekolwiek informacje. Po jakieś godzinie z sali wyszedł lekarz oraz dwie pielęgniarki.
- Panie doktorze jak z nim jest? - spytałam.
- Pani jest osobą która uzupełniała kartę pacjenta? - skinęłam - Chłopak dość mocno uderzył głową o podłogę, plus potłuczone żebra i trochę siniaków. Jeszcze jest nieprzytomny, ale to kwestia godzin. - poinformował mnie.
- Mogę wejść? - spytałam.
- Wydaje mi się, że to nie problem. - uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - powiedziałam i weszłam do sali.
Chłopak był podłączony pod pikającą aparaturę i kroplówkę, był strasznie blady, na rękach rzeczywiście pokazało się kilka siniaków. Westchnęłam i usiadłam niej krześle obok łóżka, wzięłam jego dłoń w swoje i kreśliłam po niej wzorki. Myśl, że chłopak jest nieprzytomny jest straszna, teraz po części wiem jak on się czuł kilka miesięcy temu kiedy byliśmy w odwrotnej sytuacji, kiedy napadli na mnie w Mullingar. Nie wiem ile już tutaj siedziałam spojrzałam na zegarek który pokazywał 3.00 w nocy, poczułam delikatny ucisk na mojej dłoni, powieki blondyna delikatnie zaczęły się poruszać, a ja odetchnęłam głęboko.
Niall POV
Moje powieki były strasznie ciężkie jednak próbowałem je uchylić, czułem coś ciepłego na mojej dłoni. Kiedy w końcu udało mi się otworzyć oczy wszędzie było ciemno, słychać było tylko regularne pikanie jakieś maszyny, spojrzałem w lewo i znalazłem zmartwioną twarz Alex.
- Idę po lekarza. - oznajmiła mi.
Jak ja się tu znalazłem? Czemu w ogóle jestem w szpitalu? Pamiętam, że szedłem do kuchni i nagle czarna dziura, próbowałem poprawić się na łóżku i aż syknąłem z bólu, podwinąłem koszulkę i na moim ciele było pełno siniaków. Chwilę później do sali wszedł lekarz i pielęgniarka, kobieta odłączyła ode mnie kroplówkę i podała mi szklankę z wodą, którą chętnie przyjąłem.
- Jak pan się czuje panie Horan? - zapytał lekarz.
- Strasznie mnie wszystko boli, wie Pan co mi się stało? - spytałem.
- Z tego co wiemy spadł pan ze schodów. Ma Pan wstrząśnienie mózgu, zbite żebra i trochę siniaków, myślę że dzisiejszy dzień będzie Pan musiał przeleżeć w szpitalu, ale jutro z samego rana dostanie Pan wypis i będzie mógł wrócić do siebie razem z resztą grupy. - zapewnił mnie lekarz.
- Wie Pan gdzie jest moja dziewczyna? - spytałem.
- Przyszła po mnie, ale nie może być w czasie badań, a zaraz przyjdzie pielęgniarka i Pana zbada, z tego co mi powiedziała poszła do szpitalnego bufetu zjeść. - uśmiechnął się i rzeczywiście chwilę później zjawiła się pielęgniarka.
Na szczęście badania nie trwały długo i po jakiś 30 minutach byłem już sam w sali, chyba zdążyłem zasnąć bo obudziła mnie Alex mierzwiąca moje włosy. Otworzyłem oczy i zobaczyłem piękny uśmiech dziewczyny.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Nieźle. - odparłem, chociaż nie jest tak do końca bo mimo leków czuję dalej ból.
- Pamiętasz coś z tego upadku?
- Jedna wielka czarna dziura. - westchnąłem - Najgorsze, że po powrocie jest mecz o mistrzostwo i nie ma szans żebym zagrał. - powiedziałem ze smutkiem.
- Niall Twoje zdrowie jest ważniejsze. - odparła dziewczyna - Rozmawiałam z Twoimi rodzicami przyjadą na lotnisko po nas. - poinformowała mnie.
Resztę dnia spędziła razem ze mną, cudem udało mi się wygonić dziewczynę do domu.
***
- Jak ja nienawidzę szpitali. - jęknąłem, delikatnie siadając na fotelu.
- Jak się czujesz Niall? - spytała Rose podając mi szklankę z wodą.
- Lepiej, ale moje żebra dalej wołają o pomoc. - westchnąłem - Najgorsze jest to, że nie zagram w mistrzostwach.
- Jakich mistrzostwach? - spytała zdziwiona Tina.
- Niall i ja jesteśmy w szkolnej drużynie piłki nożnej i w sobotę po powrocie jest mecz o mistrzostwo szkół średnich w Londynie. - wytłumaczył wszystkim Louis.
- I przez moje niezdarne zachowanie wystawiam drużynę. - odparłem.
- Stary to nie Twoja wina, przypadki chodzą po ludziach. - poklepał moje ramię Tommo, a ja syknąłem na jego dotyk - Przepraszam. - skrzywił się.
- To moja wina. - usłyszeliśmy i wszyscy momentalnie spojrzeliśmy się na Tinę.
- Że co? - krzyknął Gus.
- To ja rozciągnęłam linkę na górze schodów, to miał być żart, myślałam że ktoś będzie wchodził i po prostu się przewróci, nie pomyślałam że to się skończy tak źle. - przyznała się dziewczyna, a ja nie wiedziałem co powiedzieć, zatkało mnie.
- Czy Ciebie do końca popierdoliło?! - krzyknęła Alex, oho będzie ostro - Najpierw próbujesz odbić mi chłopaka, a potem chcesz go zabić? Czy zdajesz sobie sprawę, że on mógł nie wyjść z tego tak łatwo? Miał kupę szczęścia! - krzyczała i chciała rzucić się na dziewczynę, ale w ostatnim momencie Gus złapał ją za ręce.
- Tina wyjdź stąd. - powiedział twardo.
- Ale... - próbowała coś powiedzieć.
- Wyjdź. - ryknął.
Zapłakana dziewczyna wybiegła z domu i trzasnęła drzwiami, nie wiedziałem jak się zachować. Wstałem powoli z fotela i delikatnie objąłem Alex, też miała łzy w oczach.
- Już wszystko w porządku. - szepnąłem do niej.
- Jak ona mogła? Co ja jej takiego zrobiłam? - szlochała w moje ramię.
- Przepraszam Was za moją siostrę, nie mam pojęcia czemu jej tak odbiło. - powiedział Gus drapiąc się po karku.
- Spokojnie stary nie tłumacz jej. - odparłem.
- Niall jeśli chcesz możesz nocować ten ostatni dzień u mnie. - powiedziała Milagros.
- Bardzo chętnie. - uśmiechnąłem się - Nie będziesz miał mi tego za złe? - zwróciłem się do Gustavo.
- Rozumem Cię. - odparł.
Chłopak pomógł mi zabrać moje rzeczy i całą naszą trójkę odwiózł do domu Mili. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w wygodne dresy, wszyscy razem zjedliśmy kolacje i poszedłem z Alex do jej pokoju. Położyłem się na łóżku i czekałem, aż blondynka wyjdzie z łazienki. Po jakiś 15 minutach położyła się koło mnie i mocno objęła.
- Skarbie boli. - jęknąłem.
- Przepraszam. - poluźniła uścisk - Po prostu na samą myśl, że mogłabym Cię stracić. Nie wytrzymałabym tego. - pociągnęła nosem.
- Ej, jestem tu, nigdzie się nie wybieram. - zapewniłem ją - Kocham Cię księżniczko.
- Ja Ciebie też mój rycerzu. - mruknęła.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Akcja BUM !Prawie 2 tysiące słów w tym rozdziale :D
Moje prace:
Love ya ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)